O mnie

Trzy Źródła to magiczna przestrzeń w Kotlinie Kłodzkiej otoczona gęstwiną lasów, naturalnych łąk i majestatycznymi górami. Mieszkamy tu całą rodziną w tym dwie bernardynki i dwa koty. Łączność z Naturą daje nam poczucie ukorzenienia i głębokiego szacunku do wszystkiego co żyje na Matce Ziemi. Od wielu lat zapraszamy gości na warsztaty najczęściej szamańskie, z prowadzącymi z kraju i ze świata, oraz pobyty indywidualne, na których można doświadczyć spotkań przy ogniu, kąpieli w górskim strumieniu i sąsiedztwa dzikich stworzeń. www.trzyzrodla.pl

wtorek, 27 lutego 2018

O Akademii Ruchu Goworów i naszych projektach

     Tak się złożyło, że od lat z Wiktorem uczęszczaliśmy na ćwiczenia gimnastyczne - aerobik, najpierw w Długopolu, a gdy z różnych przyczyn zajęcia się skończyły, dojeżdżaliśmy do oddalonego o parę kilometrów Domaszkowa. Dziś aż trudno mi uwierzyć, że jednego dnia pojechaliśmy zimą na ćwiczenia rowerami na głodówce. Pamiętam jak leżymy oboje na podłodze po powrocie i nie mamy siły odpowiedzieć na pytania dzieci:) Kiedy w Domaszkowie ćwiczenia się skończyły (bo np. instruktor zaczął prowadzić zajęcia w Dusznikach, albo nie opłacało mu się przyjeżdżać), dowiedzieliśmy się o Goworowie. Piękna sala we wsi oddalonej ok 7 kilometrów od nas i fajne dziewczyny, które same się zorganizowały i prowadziły zajęcia na zmianę. Kiedy dowiedziały się że prowadzę zajęcia z tańców w kręgu, nie miałam wyjścia:) i poprowadziłam jedne. Spodobało się nam, a chwilę później już uczyłyśmy się kroków z internetu,  do akcji "nazywam się miliard".
     Pierwszy nasz występ z choreografią, którą same wymyśliłyśmy odbył się w 2013 roku na festynie w Międzylesiu. Spodobałyśmy się publiczności i władzom: ) bo zaproszono nas na imprezę uroczystego otwarcia nowego basenu w Międzylesiu.
Jak prężne i konkretne są kobiety z Goworowa, które również tworzą Akademię Ruchu Goworów, można zobaczyć na poniższym filmie. Najpierw wygrały w konkursie na najpiękniejszą wieś dolnośląską, potem zakwalifikowały się do konkursu na najpiękniejszą wieś europejską.
Relacja z wizyty komisji konkursu na najpiękniejszą wieś europejską, gdzie również występujemy: 

https://www.youtube.com/watch?v=EhRp4ijiZxM

Następnie wyjechałyśmy jesienią 2014 roku, jako Akademia Ruchu Goworów, oraz mieszkańcy wsi i przedstawiciele gminy Międzylesie do szwajcarskiej wioski Vals, która wygrała konkurs.
Goworów zdobył wyróżnienie, a my, czyli Akademia Ruchu zostałyśmy bardzo dobrze odebrane, jako nowatorska działalność wiejska.
Zdjęcia z pobytu w Szwajcarii. 

 https://www.facebook.com/pg/akademiaruchu.goworow/photos/?tab=album&album_id=832207850145974

To był nasz pierwszy występ dla tak dużej publiczności, bo ok. tysiąca osób, i wyglądałyśmy "oryginalnie" wśród tradycyjnych europejskich zespołów ludowych.. :)
Fragment występu z 2014 roku w szwajcarskim Vals:

https://www.youtube.com/watch?v=HcbyjAwzoJI

Pamiętam luźną, przy kawie rozmowę z redaktorem polskiej, regionalnej telewizji, który razem z naszą grupą przyjechał do Vals, kiedy zapytał mnie: jak wy to robicie? że wam się chce i że zniosłyście orkiestrę dętą  ze sceny?
Dopiero się nad tym zastanowiłam, że faktycznie tak było, ponieważ orkiestra zostawiła swoje instrumenty, a scena była nie duża, chciałyśmy się zmieścić z piłkami, to poznosiłyśmy... :D
Tak to się dzieje. Po prostu działamy. Taniec nas połączył, dodał energii. Każda z nas ma wkład w tworzenie choreografii,  same projektujemy i często szyjemy stroje, poza tym przyjaźnimy się i lubimy spędzać ze sobą czas.
Występ Akademii Ruchu Goworów na WOŚP w 2017 roku.


W ciągu kilku lat udało się nam korzystając z pomocy gminy i realizując własne projekty,  wyremontować salę: postarałyśmy się o lustra, bo wcześniejsze próby nagrywałyśmy na telefony:)
Na sali oprócz ćwiczeń, które na zmianę prowadzimy, organizujemy imprezy dla dzieci i mieszkańców wsi. Kolejny projekt to miejsce biwakowe we wsi, tablice informacyjne i przewodnik po wsi Goworów, który zgodziłam się napisać.
Okazało się że projekt przeszedł "w drugim terminie" - czyli nie miałyśmy pół roku tylko kilka miesięcy na pierwszy etap czyli: przewodnik i foldery. Ja skupiłam się na swoim zadaniu, zanurzyłam się w historii. Pamiętam moje pierwsze odczucia i myśli, które mnie prowadziły: "jeśli jest to wieś średniowieczna, która przetrwała wojny, najazdy i zarazy to gdzie są groby tych ludzi? Poczułam, że robię to też dla nich, dla ich niezłomnego Ducha, którego jeszcze można poczuć w wielu miejscach wsi.



Przewodnik jest dostępny w sklepiku w Goworowie, jako że projekt był polsko-czeski, ukazał  się również w czeskim języku. 
Tablice informacyjne zaprojektowane przez dziewczyny stoją już we wsi i miejsce biwakowe jest wydzielone, obsadzone hortensjami i czeka na wiosnę:)

Kolejne pomysły się rodzą i realizują, od jesieni w Goworowie odbywają się z naszej inicjatywy zajęcia z samoobrony dla kobiet, na które uczęszczają nie tylko mieszkanki Goworowa, ale okolicznych miejscowości.


Kobiety lubią się ze sobą spotykać, walecznie również:) 
Ostanie nasze przedsięwzięcie to warsztaty tańca z wachlarzami bojowymi. Okazały się niezwykłym dla nas, kobiecym spotkaniem. Nauczycielka Julia Bui i jej asystentka Marta w piękny sposób poprowadziły nas przez historię tej pięknej sztuki. Już marzymy o kolejnym spotkaniu:)



Angażujemy się w różne przedsięwzięcia, np. projekt między gminny "Moje jedzenie, moje korzenie", który zaowocował wydaniem książki kucharskiej o tym samym tytule. Występujemy na okolicznych imprezach, i na tych oddalonych również, uwielbiamy się przy tym bawić:) 


                     Tańce w kręgu, które prowadziłyśmy przy okazji projektu "Moje jedzenie, moje  korzenie" w Jesionówce:


Występ na targach turystyki w Katowickim Spodku.





środa, 21 lutego 2018

Co tu robimy i dlaczego nie mamy czasu:)

     Spełnione marzenie zawsze ma swoje konsekwencje:) Piękny dom w pięknym otoczeniu przyrody wymaga ogromu zaangażowania. Każda rynna musi być sprawdzona, liście z niej wyciągnięte, liście pograbione, przeniesione i w specjalnym miejscu do tego przeznaczonym, spalone. Ogród przekopany, ziemia wyrównana, ogród posiany, obsadzony, wyplewiony, na czas zebrane warzywa i owoce. Zioła pozbierane w ciągu wiosny i lata i w słoneczną pogodę, zioła na nalewki w słojach, oraz wysuszone i posegregowane, potem pomieszane i popakowane w herbatki na zimę i porozlewane do buteleczek na uzdrawiające nalewki.  Trawniki pokoszone, ścieżki kamykami obsypane i wyplewione z zarastających chwastów. Drewno na opał porąbane, poukładane przeniesione blisko pieców... a nie przeszłam jeszcze do sprzątania:))))
     Miejsce tętni mieszkańcami, dlatego naszymi dłońmi muśnięte każde drzewko, każdy zakątek odwiedzony i wzrokiem pogłaskany, oddaje piękno w dwójnasób. Cieszymy się  na odwiedziny naszych gości, czy to indywidualnych: na odosobnieniach, czy rodzinnych pobytach, jak również przebywających na warsztatach, każde spotkanie inspiruje i odkrywa dla nas coś nowego. Mamy też - nie wiem jakim cudem;) czas na nasze Spa pod gwiazdami, to jest  nagroda, gdy siedzimy w gorącej źródlanej wodzie, pachnącej wywarem z siana i patrzymy w gwiazdy.

   W zeszłym roku wiosnę powitaliśmy warsztatami "Magiczne Przejście w Równonoc Wiosenną"



Piękny czas i niezwykle praktyki w przyrodzie wprowadziły nas w nowy etap. 

Po czym znowu przyszła zima:)




Gałęzie powyginało pod ciężarem śniegu na świeżych, młodych listkach. 
Kiedy znowu wróciła wiosna zabraliśmy się za budowę podestu do tańców i jeszcze nie wiemy do czego;)))



Oprócz naszej codziennej "działalności" przy domowej mamy swoje inne zobowiązania. Wiktor odwiedza sąsiadów;) na pogawędki kupując jaja, sery i inne dobra, oprócz tego masuje, tworzy dla nas meble, aranżuje przytulne przestrzenie w terenie, naprawia sprzęty i asystuje często w warsztatach. Ja udzielam się w Akademii Ruchu Goworów, zespole tanecznym, przyjmuję ludzi na sesje, tworzę szamańskie bębny, szamańskie lalki, amulety - biżuterię i kucharzę na warsztatach.
Oprócz tego z dziewczynami z Akademii Ruchu co jakiś czas jestem zaangażowana w różne projekty. W zeszłym roku w ramach jednego z projektów podjęłam się napisania przewodnika po wsi Goworów. Udało się :) o czym niebawem, i z tego powodu pierwszy raz wiosennym ogrodem zajął się Wiktor, bez mojej pomocy.


Wszystko się udało:) warzywa cieszyły zmysły w letniej kuchni, a ogórki oprócz zielonej ogórkowej, zajadamy teraz w formie kiszonek:)

     Nasze wspomnienia z 2017, może choć odrobinę oddadzą klimat ciepła, radości, magii i miłości:
























niedziela, 19 czerwca 2016

Podsumowań czas, taki czas...

Jesteśmy w ciągłym ruchu, tak filozoficznie, kosmicznie i tak zupełnie zwyczajnie na co dzień.

Kosmos przygotował nam transformującą niespodziankę... wielki krzyż, kryzysy i głębię odczuwania. Oprócz tego "świętujemy" wszystko to, co rozpoczęliśmy w 2000 roku. Wszyscy MY zbieramy żniwa naszych decyzji - od tamtego czasu Jowisz z Saturnem zamienili się miejscami w kosmosie i prowokują do podsumowań.

W rodzinie czasem słońce czasem deszcz... Wiktorowi odeszło dwóch braci w ciągu miesiąca. Ogromne emocje, podróż w głąb, ból, ukłon nad życiem i śmiercią.

W tym czasie u nas goście niezwykli, dzielący się piękną muzyką i doświadczeniami.

Podsumowujemy.... nie ma ucieczki:)

W 2000 roku kupiliśmy dziewiczą przepiękną ziemię, tu "pod lasem", bez prądu, bez jakichkolwiek zabudowań i ułatwień:) Po kolei przez lata powstawały obiekty dzikie i magiczne, najczęściej własnymi rękami, lub z pomocą naszych gości.  Ze zwierzętami i naturą pod rękę, bez napięcia i nacisku rozwijaliśmy się. Przechodząc przez różne doświadczenia, karmiące i bolesne, transformujące nas. Były wielkie plany wspólnot i społeczności, rozbiły się o ludzkie ego i pokazały naszą naiwność. Błądziliśmy i wracaliśmy na ścieżkę. Paliliśmy nieustająco świece i kadzidła w intencji od zawsze tej samej: "Prośba o prowadzenie Przodków i współdziałanie, tkanie tego miejsca wraz z Duchami Natury". Przez wszystkie lata czuliśmy prowadzenie i choć bywało ciężko nie zmienilibyśmy nic z naszych doświadczeń.

Teraz mieszkamy w pięknym, pachnącym drewnem domu. Przestrzeń nieustająco kwitnie, rozbrzmiewa delikatną muzyką natury. Przestrzeń potrzebuje współpracy, potrzebuje muśnięcia naszą ręką z miłością i szacunkiem.  Zbieramy zioła, uprawiamy ogród,  tworzymy od łapaczy snów - po przetwory na zimę, organizujemy warsztaty, zapraszamy chętnych na weekendy i wakacje. Jesteśmy w ciągłym ruchu... Dostajemy dary w postaci podziękowań za nasze "MIEJSCE", bo "magiczne, nie komercyjne, bo nie reklamujemy się, bo tu dbamy o to COŚ i to czuć..."
Spotykamy się tu z pięknymi ludźmi, bo wymodliliśmy takich, którzy uszanują nas i Trzy Źródła. Nieraz rozmyślamy, że moglibyśmy być w każdym zakątku świata, wczuwamy się, każdy w siebie... i wybieramy nasze TU  I TERAZ.

Mamy ciągle pomysły... :)

Migawki z ostatnich działań. Przygotowanie podstawy pod saunę.

































Magia się wydarza, gdy nocą patrzymy w gwiazdy, zanurzeni w źródlanej CIEPŁEJ! naszej wodzie, pachnącej żywicą i wywarami z ziół. Ogień i woda - współpracujące...

  Oczywiście potem nurkujemy w tej lodowatej:))) Sauna jest spełnionym marzeniem, od lat saunowaliśmy się w okolicznych miejscach, zbierając doświadczenia. Teraz mamy własne SPA, pasujące do nas i Trzech Źródeł, z zapachami i przytulnością. Dzielimy się z gośćmi, którzy nas odwiedzają  "naszym światem",  bo kreujemy przestrzeń z wewnętrznych  pragnień i spełnień.









piątek, 26 lutego 2016

"Kobiety MOCY" o projekcie fotograficznym Kasi Majak

Zaczęło się kilka lat temu.
Kasia Majak fotografka, twórczyni projektu Kobiety Mocy, przyjechała do nas, do Trzech Źródeł by zrobić mi zdjęcie. Zgodziłam się bo tak już mam, kiedy poczuję, że energia w tym kierunku mnie popycha, płynę razem z nią. Dzień był wiosenny, dookoła kwitły czeremchy, a my siedziałyśmy w sali, właściwie to ja siedziałam... Kasia robiła zdjęcia. Pełen profesjonalizm, dokładnie wiedziała co chce uchwycić, w końcu ma oko wiedźmy:) Byłam już naprawdę zmęczona, uszanowałam w myślach wszystkie modelki! Gdy tak siedziałam, zamknęłam na chwilę oczy...  przez otwarte okno przybył ciepły podmuch wiatru i smagnął mnie po policzku, zakrakał kruk i podjęłam decyzję: "pokażę się". Kasia zrobiła zdjęcie i stwierdziła, że to jest TO.
Pamiętam jeszcze moment podpisywania umowy, poczułam, że zdjęcie zaczyna w tej właśnie chwili swoje samodzielne życie.
Kasia podróżowała po całej Polsce od kobiety do kobiety i fotografowała "wiedźmy", czyli:  TE KTÓRE WIEDZĄ.

Kiedy za jakiś czas dostałam maila ze zdjęciem, w pierwszej chwili poczułam, że patrzy na mnie z ekranu moja Przodkini!!!! Byłam wstrząśnięta, natomiast mój mąż i dzieci nie;) stwierdzili, że doskonale znają ten wzrok, że znają tę jakość.

Zanim cykl wystaw zagościł w Polsce, miał swoje sukcesy za granicą między innymi w Nowym Yorku. Z portretów patrzą na widza kobiety. Każda inna, każda mocna z własnym przekazem i historią. Mijają lata, a Kasi projekt żyje, rozwija się i inspiruje kolejne kobiety, powstaje książka, fotografie i wywiady z wiedźmami.

                    http://www.kobietymocy.com/


Przyzwyczaiłam się w zasadzie do braku "przypadków" w życiu, a jednak wciąż jestem zaskoczona jak to działa. W moich pamiętnikach z przed wielu lat jest postanowienie, że zmierzam do celu którym jest stanie się TĄ KTÓRA WIE. Okazuje się to niemierzalne osobiście. Życie, magia codzienności, obcowanie z energiami przyrody, to niekończące się doświadczenia i odkrywanie siebie wciąż głębiej. Właściwie to zapomniałam o tym postanowieniu do stycznia tego roku.

Pojechałyśmy z przyjaciółką Anią Kot do Rzeszowa, poprowadzić warsztaty "Drzewo Rodu - Praca z Przodkami". Tam Ania wręczyła mi prezent przed urodzinowy:) kalendarz Spirala, niezwykły, magiczny, tworzony prze kobiety dla kobiet.



Kalendarz ma swój tytuł, temat przewodni i w tym roku to "Ta Która Wie". Otworzyłam i zobaczyłam na początku swoje zdjęcie... To, które żyje już własnym życiem:) Ania też dopiero je zobaczyła, obie byłyśmy zaskoczone. Dziękuję Duchowi za tak osobisty kalendarz na ten rok i za wszelkie znaki, które dzięki niemu odbieram.

Dziś w telewizji śniadaniowej tvn wyemitowano reportaż na temat projektu, w którym również wzięłam udział na prośbę Kasi. Przyjechali do nas do Trzech Źródeł mężczyźni, nakręcili dużo materiału, byli otwarci i uważni. Obawiałam się jak będzie wyglądać całość w tv. Reportaż wyszedł  piękny, bez zbędnych trików dla "wystraszenia" widza. Kasia powiedziała tam w skrócie o swoim projekcie pokazano portrety.
 Wspieram ją od samego początku, uważam że to niezwykłe co robi, wprowadza "Wiedźmę" do świata, przywraca jej godność. Mam nadzieję, że uda się do samego końca, pokazać wszystkie kobiety z projektu i wydać książkę.


http://dziendobry.tvn.pl/wideo,2064,n/wspolczesne-wiedzmy,194634.html





niedziela, 17 stycznia 2016

Wspomnienia i senne spotkania.

Prorocze sny miewamy. Miewam ja i często opowiadają mi o nich spotkani w życiu ludzie.
Mam szczęście do snów, tych wysłuchiwanych i swoich. Lubię je zapisywać i czytać po jakimś czasie, lubię słuchać o snach i wizjach, czasem podpowiem symboliczne znaczenie, zachwycę się.
Raz korespondowałam z mężczyzną, który potrzebował interpretacji swoich wizji sennych, ale jeden sen był wydrukowany na trzy kartki .. to było jak powieść fantasy i poddałam się po dwóch.

Jakiś czas temu, w zeszłym roku;) usłyszałam gdzieś z wiadomości: "Kiszczak nie żyje". Dla mnie "politycznej ignorantki", nie miało by to pewnie znaczenia, nie znałam go osobiście, to co wiem zasłyszałam od rodziny i znajomych, może w kontekście śmierci jako takiej, kiedy odchodzi ktoś kogo kochano, zostawiając tych co tęsknią i rozpaczają. Jednak przy tej okazji wróciło do mnie jedno, senne wspomnienie....

Kilka lat temu spędziliśmy parę dni u znajomych we Wrocławiu. Oni mieszający na stałe w Ameryce, do Wrocławia przyjeżdżali na wakacje, do swojej starej, przedwojennej willi.
Akurat dobrze się złożyło, bo odbywał się w tym czasie Brave Festiwal, więc mieliśmy możliwość uczestniczenia w niezwykłych rytuałach i spotkaniach z szamanami.
Pierwsza noc, po długich rozmowach i jeszcze dłuższej kąpieli w ogromnej wannie:) poszłam spać i przez sen uczestniczyłam w jakiejś pijackiej imprezie... Hałas, głośne śmiechy i drobne pieniądze porozrzucane na podłodze, a kiedy się im przyglądałam były to srebrnego koloru - chyba aluminiowe monety, które pamiętałam ze starych zbiorów moich rodziców.  Fruwały marynarki, polewano i ciągle ktoś krzyczał: "Czesiek! Czesiu polej!".
Generalnie było wesoło, ale ja wstałam jak na kacu. Rano ze śmiechem opowiadam mój sen gospodarzom, a tu zamiast wspólnej lekkiej rozmowy, zafrasowane miny i porozumiewawcze spojrzenia. Dowiedzieliśmy się, że ten dom, zanim trafił do rodziców naszej znajomej, był własnością Kiszczaka. Pokazali nam betonowy, mały schron w piwnicy, pożalili się, że od początku im się tu źle sypia i że właśnie chcą, żebyśmy im pomogli "oczyścić" dom, bo nie mają pojęcia co się tu działo wcześniej, a dom próbują bez skutku sprzedać od jakiegoś czasu.

Oczyściliśmy. Kilka razy, bo nie było łatwo, coś blokowało i przeszkadzało, jak nie upadło kadzidło, to gospodarz rozbił sobie głowę o framugę drzwi.

Tego samego roku, kilka miesięcy później dom został sprzedany.











czwartek, 24 grudnia 2015

Świątecznie czyli grudzień....

Zaczęło się od mikołajek. Świętowaliśmy naszą rocznicę, bo my jesteśmy "zimowi";) Oficjalnie zaczęliśmy ze sobą chodzić w mikołajki właśnie, a rok później 21 grudnia w przesilenie zimowe wzięliśmy ślub.
Tym razem w mikołajki poproszono nas o rozdanie prezentów dla dzieci w Goworowie, gdzie nasze znajome co roku organizują dla wszystkich dzieci we wsi paczki. Pamiętam w zeszłym roku wiał mocny wiatr, łamał gałęzie, a one chodziły i zbierały te gałązki na rózgi dla rodziców... ale nie, nie na dzieci nawet nie na rodziców. Rózgi były wręczane na tych, którzy "wiedzą lepiej" jak wychowywać dzieci i się wtrącają do rodziny:)

Byliśmy zachwyceni, magią jak się dookoła zadziewa, kiedy dzieci spotykają Mikołaja, mówią wierszyki, śpiewają i świat na chwilę się zatrzymuje...

Co najciekawsze Viola, nasza znajoma jedna z głównych inicjatorek i działaczek na rzecz wsi,  miała przez "przypadek" tylko strój wiedźmy dla siebie. Nowe czasy nastały:) wiedźma współpracuje z Mikołajem i dzieciom zaczyna się kojarzyć jako postać fajna, na przekór stereotypom.

Do wyklejania map marzeń w tym roku zebrałyśmy się w Trzech Źródłach w kilka kobiet. Najdłuższa noc, zimowe przesilenie, nasza rocznica ślubu:) dwudziesta czwarta!!!! No i pierwszy dzień naszej nowej suczki u nas....






Tworzenie map jest wbrew pozorom procesem wymagającym wysiłku, ale zwieńczone cudownym dziełem. Uwielbiam swoje mapy marzeń, przeglądam je, te z przed lat kiedy ściągam ze ściany te nieaktualne już i odkładam na strych.

A nasza młodziutka suczka, niespodzianka, piękny prezent zwana zamiennie Durgą i Burgundą skupiła na sobie całą uwagę.




Nieprzespane do końca noce owocują spoglądaniem w gwiazdy o różnych porach. Podziwianie wschodów słońca, a wszystko to kiedy wstajemy (głównie Wiktor:) do suczki, która trzeba wynieść na dwór na siku, potem dać jeść, pić i pobawić się chwilkę zanim zaśnie:) Takiego maluszka jeszcze nie mieliśmy, bo wszystkie nasze suczki kiedy do nas trafiały były starsze i samodzielniejsze.

W wigilię zanim usiedliśmy do stołu poszliśmy do miejsca naszej spirali. Idąc do centrum w lewą stronę zanurzamy się w sobie, jakbyśmy docierali do sedna zimowego śnienia. Tu czekały, rozłożone wcześniej karty mocy, kadzidła. Każdy miał swoje intencje, modlitwy, a każda zapłonęła światłem...



Babcia Księżyc oświetlała nam ścieżki i wsłuchiwała się w szepty i życzenia. Wszystko wokół pachnie ziemią, lasem i wymodlony ogień płonie w bezwietrzną prawie noc...



czwartek, 3 grudnia 2015

Noc Andrzejkowa

Co roku listopad to dla mnie mocny czas. Najpierw tradycyjnie już jestem na obozie jogi, gdzie prowadzę wieczorami tańce w kręgu, a dniami ćwiczę zapamiętale jogę. Najczęściej po powrocie do domu jestem w totalnych zakwasach, ale zadowolona i pełna energii, bo wiem, że już za chwilę ruszam dalej, na andrzejki.

W zeszłym roku wróżyłam z firmą FENU dla gości w hotelu "Arłamow", potem dwie imprezy andrzejkowe w Rzeszowie i sesje indywidualne po nich. Pamiętam totalną śnieżycę i zimno.

W tym roku miałam nadzieję, że odpocznę, że pierwszy raz od lat będę na andrzejkach jako gość.
Wraz z Akademią Ruchu Goworów (o której niebawem...) zostałyśmy zaproszone do "Puchaczówki", restauracji w Stroniu Śląskim,  na andrzejki jako zespół taneczny, który urozmaici gościom wieczór.

W ostatniej chwili okazało się, że wróżka, która przyjeżdża tu co roku, rozchorowała się i proszą czy mogę poratować, chociaż polać wosk.

No to polałam. Z dwudziestu minut zrobiło się prawie dwie godziny, byłam jak w transie. Dobrze, że występy taneczne były wcześniej...

W moim rodzie lanie wosku było tradycją, nie tylko na andrzejkowe wróżby, lano woskiem aby podglądnąć dlaczego dziecko niespokojnie śpi, albo ktoś ma niefart w życiu. Jak w przypadku małych dzieci samo polanie nieraz pomagało, tak dla dorosłych raczej było tylko wskazówką, podpowiedzią, a rozwiązanie problemu zależało do zainteresowanego.

Kiedy wróżba była "brzydka", bardzo często wodę z wosku wylewano za dom, na ziemię, nie wolno jej było wylać do zlewu w domu, a wosk wrzucano do garnka na przetopienie.

W Puchaczówce klimat był niezwykły! Drewniany budynek w góralskim stylu, śnieg za oknem i zapach prawdziwego wosku pszczelego. 




Tam w głębi, przy ekranie widać płomień świecy... Nawet w takim szumie udało się poczuć ten kawałeczek nieznanego, magicznego świata.


Oczywiście występ Akademii Ruchu Goworów spodobał się no i my, nie ma co udawać bawiłyśmy się znakomicie - jak zwykle na naszych występach.



A Puchaczówka nad ranem, kiedy zbierałyśmy się do domu wyglądała jak z bajki: