O mnie

Trzy Źródła to magiczna przestrzeń w Kotlinie Kłodzkiej otoczona gęstwiną lasów, naturalnych łąk i majestatycznymi górami. Mieszkamy tu całą rodziną w tym dwie bernardynki i dwa koty. Łączność z Naturą daje nam poczucie ukorzenienia i głębokiego szacunku do wszystkiego co żyje na Matce Ziemi. Od wielu lat zapraszamy gości na warsztaty najczęściej szamańskie, z prowadzącymi z kraju i ze świata, oraz pobyty indywidualne, na których można doświadczyć spotkań przy ogniu, kąpieli w górskim strumieniu i sąsiedztwa dzikich stworzeń. www.trzyzrodla.pl

sobota, 28 lutego 2015

Dary Lasu

W górach wiosna się nie spieszy, powoli trzeba ją tropić.
 Oddzielać z pomiędzy szarobiałych plam śniegu. Dziś rano wytropiłam Śnieżyce i delikatne listki Czosnku Niedźwiedziego, a więc już jest blisko. Wawrzynek Wilczełyko puszcza pierwsze kwiaty, trawa która przetrwała pod śniegiem tak jak Kurdybanek - zielenieją na łąkach i obrzeżach lasu.
 Tak sobie idę i tropię... widzę, że był tu rano jeleń, idziemy z suczkami po jego śladach odciśniętych w miękkim błotku. Mały postój nad strumieniem, one spacerują po wodzie, popijając, ja kucam szepcząc do Duchów Wody.
 Kiedy ruszamy dalej, we trzy doznajemy miłego zaskoczenia, one podbiegają pierwsze, ale to ja zwyciężam małą potyczkę o trofeum - wśród liści i świeżo ruszonej ziemi leży jeleni róg!
TAK! To, to oznaczał sen, dziś śniłam o tym, że we trzy (ze znajomymi kobietami...) znalazłam w jakiejś opuszczonej piwnicy przepiękne pióra Orła, wybierałam je garściami i chowałam do plecaka, oprócz nich było jeszcze sporo z innych ptaków, każda z nas nazbierała ich dużo.






Z rogiem na plecach idziemy dalej ku wiośnie.

Wspinamy się po ścieżkach saren, przeciskając się przez młodniki. Pachnący poranek, mglisty i wilgotny. Na leszczynach drżą już zielonkawe kwiaty, strumyczki szemrzą cichutko, a zapach mchów i ziemi staje się coraz intensywniejszy. Nad głowa para Żurawi, od dwóch lat słyszę je tu w okolicy, przedtem, kiedy mieszkaliśmy jeszcze w Dolinie Baryczy, wtedy spotykaliśmy Żurawie często. Tutaj to niesamowity głos nad lasem.
Idę z małym ciężarem na ramieniu i przypomina mi się historia z przed paru lat. Kiedy żyła jeszcze moja suczka Maxi, wielka bernardynka, wtedy chyba w kwietniu znalazłam wielki jeleni róg.

Był ogromny, wtedy akurat u znajomych przebywał myśliwy, moje znalezisko wywołało duże poruszenie, dyskutowano "jaki to musiał być ogromny Jeleń". Może przez te dyskusje dwa dni nie dawało mi spokoju, że gdzieś tam w lesie leży ten drugi róg... Postanowiłam że pójdę do lasu poszcząc, i poproszę Duchy o drugi róg. Cały czas chodząc po lesie byłam w stanie modlitwy, nie oznacza to, że chodziłam i mruczałam jakieś zaklęcia, czy regułki. To stan całkowitego skupienia, a jednocześnie przebywania trochę poza ciałem, najbliższym określeniem będzie trans - przy czym pozostaję otwarta na znaki i przeczucia np w którym kierunku mam iść. Nie pamiętam już drogi, kluczenia, bo w takim stanie jest to poza mną, natomiast pamiętam OBRAZ, jak zdjęcie - to zostaje gdzieś głęboko w mojej pamięci, jak stop klatka. Polanka okolona krzewami i młodymi drzewami, na niej zmierzwione liście, suche trawy i DWA JELENIE ROGI... dokładnie tak, jakby je Jeleń dla mnie ściągnął i położył... Byłam jak zahipnotyzowana i zaczarowana... Wróciłam do domu z obciążeniem na obu ramionach. Tym razem wywołałam jeszcze gorętsze dyskusje, bo "czegoś takiego się nie spotyka, żeby dwa na raz w jednym miejscu".
Ja już spałam spokojnie, nie myślałam o kolejnych trofeach, Duchom lasu podziękowałam tytoniem i kaszką kukurydzianą.

W przedwiośniu las ma dużo do zaoferowania, a ja cenię sobie znalezione skarby. Kilka lat temu znalazłam dwa szkielety krowie z czaszkami. Nie wiem kto w taki sposób je tu zostawił, bieliły się na mchu, czekając na mnie. Kości wykorzystuję tworząc, powstają z nich różne ozdoby, szamańskie lalki. Czuję ogromną radość zasiadając wśród moich znalezisk, widząc jak powstaje COŚ z pozornie nie pasujących do siebie rzeczy. To piękna kreacja, a każdy przedmiot - niepowtarzalny.




Oczywiście wiem, że jelenie rogi - to poroże, a znalezione wiosną to zrzuty, ale nie każdy zna i rozumie ten język. Dla mnie "rogi" brzmią trochę mitologicznie:) jakby stanął przede mną Pan, lub Hern władca Lasu.





Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza